A może już wiesz?

Budownictwo zeroemisyjne coraz częściej pojawia się w dokumentach strategicznych, ofertach deweloperskich i dyskusjach publicznych. Problem w tym, że pojęcie to bywa używane zamiennie, skrótowo lub marketingowo, tracąc swoje rzeczywiste znaczenie.

Aby mówić o zeroemisyjności odpowiedzialnie, trzeba zacząć od definicji.


Zeroemisyjność ≠ niskie rachunki

Budynek zeroemisyjny to nie tylko taki, który:

  • ma dobrą izolację,
  • korzysta z pompy ciepła,
  • produkuje energię z fotowoltaiki.

To budynek, którego łączny wpływ emisyjny został zredukowany do minimum w całym cyklu życia — od materiałów, przez budowę, użytkowanie, aż po rozbiórkę.

Dlatego coraz częściej mówi się nie o „energooszczędności”, lecz o całkowitym śladzie węglowym.


NZEB, Passive House, Zero Carbon – czym to się różni?

  • NZEB (Nearly Zero-Energy Building)
    Standard regulacyjny – minimum wymagane przez prawo.
  • Passive House
    Bardzo restrykcyjny standard energetyczny, skupiony głównie na eksploatacji.
  • Zero Carbon Building
    Podejście całościowe, obejmujące również emisje wbudowane (materiały, budowa).

Każdy z tych standardów ma sens, ale żaden nie jest pełną odpowiedzią sam w sobie.


Dlaczego materiały są kluczowe

Coraz więcej analiz pokazuje, że:

  • nawet 50% emisji budynku powstaje przed jego użytkowaniem
  • głównym źródłem są materiały konstrukcyjne

Dlatego prawdziwa zeroemisyjność zaczyna się na etapie projektu, a nie w kotłowni.


Zeroemisyjność jako proces decyzyjny

Budownictwo zeroemisyjne to:

  • redukcja zamiast kompensacji,
  • modernizacja zamiast wyburzeń,
  • optymalizacja zamiast nadmiaru.

To proces, który wymaga wiedzy, a nie tylko technologii.